Uskrzydlona Aleksandra Rzeszowiak

Uskrzydlona Aleksandra Rzeszowiak

Są dwie rzeczy, które lubię, gdy nadchodzi wiosna. Najpierw widzę małe pąki kwiatów i to pomału budzi mnie do życia. Potem słyszę ptaki, ale nie te kraczące, szaro-bure jak jesień walcząca z zimą. Wiosenne ptaki śpiewają całą paletą kolorów, wygwizdują niezrozumiałe historie, które zawsze są piękne. 

Świergot zza okna sprawia mi sporą radość, ale samo ptactwo, z całą tą swoją zdolnością latania, budzi we mnie niepokój. Uczucie, powstałe z połączenia lęku i ogromnego zdumienia, podchodzącego pod szacunek, wręcz podziw. Tym bardziej byłam podekscytowana wiedząc, że gdy wespnę się po kolejnych schodach i stanę przed kolejnymi drzwiami, na końcu będzie czekał na mnie ktoś, kto dokładnie zobrazuje mi majestat upierzonych. 

100 x 70cm

Piłam kawę z mlekiem, oglądając malowane pióra. Sikorki, drozdy, dzięcioły, wróble i sroki. Pióra gołębie, karminowe, niebieskie, śnieżnobiałe i czarne jak smoła. Nigdy wcześniej nie widziałam takiej ilości niedużych obrazków, które – złączone w całość – tworzą ptasią szachownicę. Ola Rzeszowiak wpisuje w małe kwadraty płócien drgające warstwy piór, brzuszki, dzioby i główki, a potem składa je ze sobą, tworząc własną ptaszarnię. Bez ram i krat, tu każdy jest wolny. Kaczki powoli przechadzają się w grupie, wróble siadają na miejskich chodnikach, pingwiny wypinają białe brzuchy, a papugi patrzą na wszystko z góry. Ola daje nam możliwość poznania skrzydlatych twarzą w twarz i rozkłada ich na czynniki pierwsze. We wszystkich obrazach stara się przemycić chociaż trochę tkwiącej w przyrodzie tajemnicy i odrobinę własnej tęsknoty za prawdziwym obcowaniem z naturą. Jest jak łabędź o sile orła. Kiedy wydaje ci się, że wszystkie jej drobne upierzenia są osobno delikatne i niepozorne, nagle łączysz je ze sobą i patrzysz na czyste piękno malarsko potraktowanej, skrzydlatej fauny.  

Patrzyłam na prace Oli chcąc do parku i marząc o tropikalnych lasach, jednocześnie uśmiechając się na myśl, że obrazy, które mam przed sobą mogą dać mi tego wszystkiego namiastkę. Mało jest przecież osób, które w sposób tak szczery chcą malować coś, co jest tak wszechobecne i tak nam bliskie, że aż niedoceniane.  

Piję kawę bez mleka, a za oknem zaczyna się pierwszy, prawdziwie wiosenny dzień tego roku. Robi się coraz cieplej i może jeszcze nie ma liści na drzewach, ale mam wrażenie, jakby na każdej gałęzi siedział inny ptak. I gdybym tylko umiała malować, to tak jak Ola Rzeszowiak, dzieliłabym się ze światem właśnie tym, co po prostu mnie wzrusza.

Tu kupisz obrazy Oli: klik

120 x100cm

dzieciol

80 x 80cm

img_3801

60 x 80cm

60x60 cm

80x100 cm

Wróćdo opowieści